Prognozy dla polskiej gospodarki na 2026 r. pozostają korzystne na tle Unii Europejskiej, choć ekonomiści podkreślają, że utrzymanie wzrostu trwale powyżej 4% rocznie będzie trudne bez wyraźnej poprawy koniunktury u głównych partnerów handlowych Polski. W scenariuszu bazowym coraz większą rolę w kształtowaniu tempa wzrostu PKB mają odgrywać inwestycje, co oznaczałoby istotną zmianę struktury wzrostu w porównaniu z poprzednimi latami, gdy dominowała konsumpcja prywatna.
Według rynkowego konsensusu tempo wzrostu PKB w 2026 r. ma wynieść średnio ok. 3,8%, jednak część ekspertów ocenia te perspektywy bardziej optymistycznie. Główny ekonomista mBanku dr Marcin Mazurek wskazuje, że jego instytucja zakłada wzrost na poziomie 4,2%. – O ile poprzedni rok był głównie napędzany przez konsumpcję, o tyle w tym roku ona trochę zejdzie na dalszy plan, natomiast główną gwiazdą powinny być inwestycje, które prawdopodobnie w którymś kwartale roku osiągną dwucyfrowe dynamiki. To jest jakościowa zmiana w strukturze wzrostu – tłumaczy.
Dane z drugiej połowy 2025 r. potwierdzają stopniowe przesuwanie się źródeł wzrostu. W trzecim kwartale PKB zwiększył się o 3,8% rok do roku, przy czym istotny udział miały inwestycje, które wzrosły o ponad 7%. Pozytywnie zaskoczył również eksport netto, który po raz pierwszy od początku 2024 r. miał dodatni wpływ na wzrost gospodarczy. Analiza danych z końcówki roku pozwala szacować, że w czwartym kwartale tempo wzrostu PKB osiągnęło lub nieznacznie przekroczyło poziom 4%.
Ekonomiści mBanku zakładają, że taki wynik może zostać utrzymany także w pierwszym kwartale 2026 r., a w połowie roku możliwy jest szczyt cyklu, kiedy dynamika PKB może przyspieszyć do ok. 4,5%. Kluczowym czynnikiem wspierającym ten scenariusz mają być inwestycje realizowane przy wykorzystaniu funduszy unijnych. Konsumpcja prywatna nadal będzie sprzyjać wzrostowi, choć jej rola pozostanie drugorzędna. Spadająca inflacja pozwala bowiem utrzymać realny wzrost dochodów gospodarstw domowych na poziomach zbliżonych do tych z 2025 r. mimo wolniejszego tempa wzrostu wynagrodzeń. – Sytuacja naszych głównych partnerów handlowych wciąż jest słaba, choć się poprawia, natomiast to nie będą wartości, które byłyby w stanie wypchnąć polski wzrost na poziom trwale powyżej 4% – podkreśla dr Marcin Mazurek.
Nieco bardziej niejednoznaczny zdaniem ekspertów pozostaje wpływ polityki fiskalnej. Choć nominalny deficyt może być niższy niż rok wcześniej, po uwzględnieniu miar oczyszczonych wsparcie dla wzrostu gospodarczego może być słabsze niż w 2025 r. Oznacza to, że impuls płynący z wydatków publicznych może w mniejszym stopniu wzmacniać dynamikę PKB.
Na tle UE Polska nadal pozostaje w grupie najszybciej rozwijających się gospodarek, jednak w ocenie specjalistów utrzymanie wzrostu wyraźnie powyżej 4% może mieć charakter przejściowy. W scenariuszu, w którym inwestycje stracą impet, a otoczenie gospodarcze w Europie nie ulegnie poprawie, tempo wzrostu może ponownie spaść do poziomów zaczynających się od trójki. Według dra Marcina Mazurka główne ryzyka krajowe koncentrują się właśnie wokół inwestycji oraz czynników jednorazowych, takich jak anomalia pogodowe wpływające na koszty ogrzewania i strukturę wydatków gospodarstw domowych.
Dodatkowym źródłem niepewności są czynniki międzynarodowe. Jednym z nich jest możliwe zakończenie wojny w Ukrainie, co może mieć znaczenie dla rynku pracy i skali ewentualnych powrotów ukraińskich pracowników. Szacunki mBanku wskazują jednak, że nawet odpływ około pół miliona osób obniżyłby tempo wzrostu PKB do okolic 3%. Drugim istotnym czynnikiem pozostaje kondycja gospodarki Chin. – Chiny mają świetnie rozbudowaną sferę podażową, która wynika z dotacji rządowych i morderczej konkurencji, więc towary z Chin są chętnie kupowane przez konsumentów. To w dłuższym terminie może erodować siłę europejskiego sektora przemysłowego, co jest zjawiskiem niekorzystnym. Natomiast w krótkim terminie ma to jeden plus; jeśli w dalszym ciągu Chiny będzie opuszczać tak duża liczba towarów i na tamtejszym rynku nie znajdzie się popyt, żeby ten proces zatrzymać, to na rynkach globalnych będzie spora presja na ceny towarów podlegających wymianie handlowej. W konsekwencji inflacja w strefie euro czy w Polsce będzie dalej spadać i bardzo możliwe, że banki centralne zaczną mocniej wspierać gospodarkę obniżkami stóp procentowych – podsumowuje dr Marcin Mazurek.
fot. freepik.com
oprac. /kp/










