• +48 502 21 31 22

Mróz nie zaprzecza globalnem ociepleniu. Tegoroczna zima dowodem zmian klimatu

Wiosenne temperatury w grudniu, siarczyste mrozy w styczniu i rekordowo niskie opady – kończący się sezon zimowy był pełen kontrastów.

Mróz nie zaprzecza globalnem ociepleniu. Tegoroczna zima dowodem zmian klimatu

1 marca rozpocznie się meteorologiczna wiosna. Kończący się sezon zimowy 2025/2026 w Polsce zapisał się jako okres pełen kontrastów i anomalii, które – jak podkreśla dr Robert Grosz z Fundacji Edukacji Klimatycznej – stanowią kolejny dowód postępujących zmian klimatu. – Globalne ocieplenie oznacza, że możemy spodziewać się m.in. częstszego występowania zjawisk ekstremalnych np. mrozów, ale też upałów, suszy, powodzi czy wichur – tłumaczy.

Grudzień był miesiącem wyjątkowo ciepłym w skali kraju. Średnia temperatura wyniosła 2,3°C, czyli o 2°C więcej niż norma z lat 1991–2020. Szczególnie wysokie dodatnie odchylenia odnotowano w północno-wschodniej Polsce, gdzie temperatury były wyższe nawet o ok. 4°C względem normy wieloletniej. Jednocześnie wystąpiły skrajne epizody termiczne. W Legnicy 9 grudnia zanotowano 14,5°C, co odpowiada raczej wiośnie niż początkowi zimy, z kolei w sylwestra panował tam silny mróz. W Białymstoku temperatura spadła do -14,3°C, a w wyższych partiach gór poniżej -17°C. Dane wieloletnie wskazują, że w ciągu ostatnich 75 lat grudzień w Polsce ocieplił się o 1,87°C.

Styczeń przyniósł radykalną zmianę aury i został sklasyfikowany jako miesiąc bardzo chłodny. Średnia obszarowa temperatura wyniosła -4,1°C, czyli o 3°C poniżej normy wieloletniej. W Zamościu odnotowano spadek temperatury do -21,3°C, podczas gdy kilka dni później w Tarnowie było niemal 9°C. Mimo wyraźnie mroźnego charakteru miesiąca w ujęciu długoterminowym styczeń ocieplił się w Polsce o blisko 3°C w ciągu ostatnich 75 lat. Co istotne, globalnie był to piąty najcieplejszy styczeń w historii pomiarów instrumentalnych, a gdy w Polsce panowały mrozy, w Australii notowano temperatury sięgające 50°C.

Zima 2025/2026 była również wyjątkowo sucha. Grudzień przyniósł zaledwie 14,5 mm opadów, co stanowiło 37,3% normy i plasuje go jako szósty najmniej zasobny w opady grudzień od 1951 r. oraz drugi najsuchszy w XXI w. Regiony południowe, jak Kraków czy Tarnów, doświadczyły wówczas niemal całkowitego braku opadów. W styczniu sytuacja była podobna – średnia suma wyniosła 17,2 mm, czyli 47,4% normy. Był to najsuchszy styczeń w XXI w. Deficyt opadów był szczególnie dotkliwy w centrum i na południowym zachodzie kraju (w Katowicach jedynie 14,9% normy), choć lokalnie, jak w Gdańsku, odnotowano ponad trzykrotność normy. Mimo niewielkich sum opadowych przez znaczną część stycznia i lutego pokrywa śnieżna obejmowała ponad 80% powierzchni kraju.

Dr Robert Grosz podkreśla, że nagłe ataki zimy nie przeczą globalnemu ociepleniu. Wręcz przeciwnie – mogą być jego konsekwencją. Główną przyczyną silnych mrozów w styczniu było tzw. meandrowanie prądu strumieniowego. – Prąd strumieniowy to pasmo wyjątkowo silnych wiatrów wiejących na wysokości ok. 10 km, które pełnią rolę naturalnej bariery oddzielającej mroźne powietrze arktyczne od cieplejszych mas z południa. W typowych warunkach zimowych mroźne powietrze pozostaje „uwięzione” w rejonach okołobiegunowych. Tym razem jednak doszło do jego głębokiego przesunięcia w stronę średnich szerokości geograficznych, co pozwoliło zimnym masom powietrza napłynąć nad obszar Polski. Naukowcy wskazują, że za rosnącą zmienność prądu strumieniowego odpowiada malejący kontrast temperatur między Arktyką a średnimi szerokościami geograficznymi, co jest bezpośrednim skutkiem gwałtownego ocieplania się rejonów polarnych w ostatnich dekadach. Zjawisko to znacząco zwiększa ryzyko częstych i nagłych napływów arktycznego chłodu nad Europę – wyjaśnia ekspert.

Obecne roztopy doprowadziły do wzrostu stanów wód, szczególnie w północnych i wschodnich regionach kraju, gdzie pokrywa śnieżna utrzymywała się najdłużej. W niektórych miejscach odnotowano przekroczenia stanów ostrzegawczych i lokalne podtopienia, jednak prognozy nie wskazują na ryzyko poważnej powodzi. Jednocześnie Polska wciąż zmaga się z pogłębiającą się suszą hydrologiczną. Zjawisko to może współistnieć z lokalnymi wezbraniami, ponieważ przesuszone i uszczelnione podłoże ma ograniczoną zdolność do retencjonowania wody. Regulacja rzek oraz postępujące uszczelnianie powierzchni w miastach dodatkowo przyspieszają spływ wód, zamiast sprzyjać ich zatrzymywaniu w krajobrazie. – Sytuacja ta obnaża systemowe braki w polityce przeciwdziałania skutkom wezbrań. Głównymi problemami pozostają: regulacja rzek – ogranicza ona naturalną zdolność koryt do rozlewania się na obszary zalewowe, co przyspiesza spływ wody zamiast ją retencjonować, oraz betonoza miejska – nadmierna zabudowa i uszczelnianie powierzchni drastycznie ograniczają możliwości wchłaniania wody przez grunt – wskazuje dr Robert Grosz.

Według eksperta opady ze stycznia i lutego przyniosły jedynie krótkotrwałą poprawę sytuacji wodnej. Latem należy spodziewać się ponownych niskich stanów wód w rzekach i zwiększonego ryzyka suszy, co może negatywnie wpłynąć na rolnictwo i zwiększyć zagrożenie pożarowe.

– Występowanie epizodów mroźnej zimy w żaden sposób nie ogranicza postępującego ocieplenia klimatu. Ekstremalne zjawiska pogodowe towarzyszą nam bowiem z coraz większą intensywnością – dotyczy to zarówno fal upałów i susz, jak i niezwykle gwałtownych opadów czy mrozów. Jest to w pełni spójne z naszą obecną wiedzą na temat zmian klimatycznych. Niektóre zjawiska, takie jak niedawne rekordowe mrozy i śnieżyce w Ameryce Północnej oraz Europie, wynikają bezpośrednio ze spadku kontrastu termicznego między Arktyką a średnimi szerokościami geograficznymi. Prowadzi to do wspomnianego wcześniej meandrowania prądu strumieniowego. Tego typu paradoksy pogodowe mogą budzić w społeczeństwie wątpliwości co do zasadności alarmujących komunikatów naukowców, dlatego tak ważne jest korzystanie z rzetelnych i zweryfikowanych źródeł informacji. W Polsce instytucją odpowiedzialną za monitorowanie tych procesów jest Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej – podsumowuje dr Robert Grosz.

fot. arch. red.
oprac. /kp/

Podobne artykuły

Wyszukiwarka