Sytuacja na rynku pracy zaczyna stopniowo się zmieniać. Jeszcze niedawno Polska była wskazywana jako przykład rynku pracownika, gdzie niskie bezrobocie, duża liczba ofert zatrudnienia i rosnące wynagrodzenia sprzyjały osobom poszukującym pracy. Obecnie coraz więcej danych wskazuje jednak na zmianę tego trendu.
W lutym stopa bezrobocia rejestrowanego wyniosła 6,1%, podczas gdy miesiąc wcześniej było to 6%. W urzędach pracy zarejestrowanych było wówczas 954,9 tys. osób, czyli o 12,7% więcej niż rok wcześniej. Od końca 2025 r. liczba bezrobotnych zwiększyła się o ok. 67 tys. osób. Jednocześnie przeciętne zatrudnienie w sektorze przedsiębiorstw zmniejszyło się o 0,8% w ujęciu rok do roku. – Równolegle kurczy się popyt na pracę. Na koniec czwartego kwartału 2025 r. liczba wolnych miejsc pracy wyniosła 85,8 tys., czyli o 9,4% mniej niż kwartał wcześniej. Wskaźnik wakatów spadł do 0,71%. To zmienia równowagę na rynku i powoduje, że powoli przechodzimy z rynku pracownika do rynku większej selektywności po stronie pracodawców – zwraca uwagę Krzysztof Inglot, prezes Polskiego Stowarzyszenia Outsourcingu, ekspert rynku pracy, założyciel Personnel Service.
Szczególnie trudna sytuacja panuje wśród młodych osób. W grupie do 25. roku życia stopa bezrobocia wzrosła do 12,5%, podczas gdy rok wcześniej wynosiła 10,9%. W niektórych dużych miastach dynamika wzrostu jest jeszcze wyższa. Jak tłumaczy ekspert, wchodzenie na rynek pracy staje się trudniejsze m.in. dlatego, że firmy ograniczają liczbę rekrutacji na stanowiska juniorskie.
Na sytuację wpływają także zmiany technologiczne. – Według analiz PwC tempo zmiany kompetencji w zawodach najbardziej narażonych na wpływ sztucznej inteligencji jest w Polsce aż o 66% wyższe niż w pozostałych zawodach. Z kolei dane OECD pokazują, że zatrudnienie rośnie dziś wolniej właśnie w tych rolach, które mają najwyższe ryzyko automatyzacji. W praktyce oznacza to, że firmy nie tyle gwałtownie redukują zatrudnienie, co stopniowo ograniczają rekrutacje w obszarach m.in. administracyjnych, operacyjnych czy prac biurowych – wyjaśnia Krzysztof Inglot.
W efekcie pojawia się coraz większe niedopasowanie kompetencji do rynku pracy. Jak wskazuje ekspert, z jednej strony liczba osób bezrobotnych zbliża się do miliona, z drugiej liczba ofert zatrudnienia maleje. Nie oznacza to jednak zatrzymania rynku pracy, lecz jego przekształcanie. – Coraz większym wyzwaniem nie jest sama liczba miejsc pracy, ale to, czy kandydaci mają kompetencje, których oczekują pracodawcy. W tym kontekście dodatkowym ryzykiem jest spadek środków na aktywizację zawodową – z ponad 3,6 mld zł do ok. 2,1 mld zł, czyli o ponad 40% rok do roku. A to mniej narzędzi do przekwalifikowania pracowników w momencie, gdy rynek pracy przyspiesza technologicznie. A jak wynika z „Barometru Polskiego Rynku Pracy”, pracownicy są zmotywowani do zdobywania nowych umiejętności – aż 45% osób chce pozyskiwać nową wiedzę, o ile dostaną taką możliwość od pracodawcy – zaznacza ekspert.
Mimo tych zmian Polska utrzymuje jeden z najniższych poziomów bezrobocia w Unii Europejskiej. Według danych Eurostatu wynosi on ok. 3,1%, podczas gdy średnia dla całej wspólnoty to ok. 5,8%. Krzysztof Inglot podkreśla jednak, że przewaga ta nie powinna prowadzić do nadmiernego optymizmu. – W kolejnych kwartałach będziemy obserwować pogłębianie się tego trendu. Automatyzacja nie wywoła nagłego wzrostu bezrobocia, ale będzie systematycznie zmieniać jego strukturę. Zyskają osoby z kompetencjami cyfrowymi i analitycznymi, a tracić będą ci, których praca jest najbardziej powtarzalna. Kluczowym wyzwaniem dla rynku pracy nie będzie więc to, ile miejsc pracy powstanie, ale jak szybko będziemy w stanie dostosować kompetencje pracowników do nowej rzeczywistości – podsumowuje ekspert.
fot. freepik.com
oprac. /kp/










