• +48 502 21 31 22

Ceny żywności rosną wolniej niż innych produktów

Największe podwyżki dotyczą kategorii innych niż produkty spożywcze, takich jak używki, słodycze czy chemia gospodarcza.

Ceny żywności rosną wolniej niż innych produktów

Ceny codziennych zakupów w polskich sklepach wciąż rosną, choć tempo podwyżek zaczyna stopniowo hamować. Z analizy obejmującej ponad 97 tys. cen detalicznych wynika, że w marcu ceny najczęściej kupowanych produktów były średnio o 3,8% wyższe niż rok wcześniej. Taki sam poziom wzrostu odnotowano w lutym, natomiast w styczniu dynamika wyniosła 3,7%. Dane pochodzą z najnowszego raportu przygotowanego przez UCE Research i Uniwersytety WSB Merito, który obejmował 17 kategorii produktów i ponad 100 artykułów najczęściej wybieranych przez konsumentów.

Jak wskazują autorzy analizy, marcowe wyniki mogą świadczyć o wejściu rynku detalicznego w okres względnej stabilizacji cen. Dr Agnieszka Gawlik z Uniwersytetu WSB Merito podkreśla, że nie oznacza to jednak realnego spadku kosztów zakupów dla konsumentów. – Widać, że ceny nadal rosną, ale tempo tego wzrostu nie przyspiesza, a w przypadku żywności nawet lekko wyhamowuje. W efekcie poziom cen nadal jest istotnie wyższy niż przed kilkoma laty. To przekłada się na utrzymujące się poczucie wysokich kosztów życia, często silniejsze niż sugerują same wskaźniki inflacyjne – tłumaczy.

Raport pokazuje również zmiany w cenach samej żywności. W marcu były one średnio o 3,2% wyższe niż rok wcześniej. W lutym wzrost wynosił 3,4%, a w styczniu także 3,2%. Zdaniem dr inż. Anny Motylskiej-Kuźmy z Uniwersytetu DSW Ideis może to świadczyć o pewnym uspokojeniu sytuacji w tej kategorii produktów. Ekspertka zwraca uwagę, że w przeciwieństwie do całego koszyka zakupowego, w którym widoczny jest wpływ rosnących kosztów energii i innych czynników produkcyjnych, ceny żywności wykazują obecnie większą stabilność. – Fakt, że dynamika rok do roku wróciła do poziomu ze stycznia, a jednocześnie spadła względem lutego, sugeruje, że rynek żywności osiągnął krótkoterminowy punkt równowagi. Z jednej strony mamy nadal czynniki podbijające ceny, jak koszty produkcji, ale z drugiej strony coraz silniej działa ograniczenie popytowe oraz wysoka wrażliwość cenowa konsumentów. Marcowe dane sugerują, że żywność przestaje być głównym motorem wzrostu cen. Jednak nie oznacza to trwałego odwrócenia trendu, a raczej przejściowe wyhamowanie – podkreśla ekspertka.

Marcowe dane w podobny sposób interpretuje dr Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku. W jego ocenie widoczne wyhamowanie ma częściowo charakter rynkowy, a częściowo wynika z efektu bazy statystycznej. Zwraca on uwagę, że spadki cen niektórych surowców, zwłaszcza zbóż, zaczynają stopniowo przekładać się na ceny w sklepach, choć zwykle dzieje się to z kilkumiesięcznym opóźnieniem. Do utrzymania niższej dynamiki wzrostu przyczyniają się również tańsze surowce energetyczne i rolne, co ogranicza tempo podwyżek w sektorze żywności i energii. Jednocześnie ekonomista zauważa, że konflikt na Bliskim Wschodzie nie przełożył się jeszcze bezpośrednio na ceny w sklepach. – W dyskontach trwa prawdziwa wojna cenowa. Masło stało się narzędziem walki konkurencyjnej. Niska cena ma skłonić konsumenta do wizyty w sklepie, gdzie uzupełni on koszyk o inne, znacznie droższe produkty. To klasyczny mechanizm loss leader. Jak widać, działa skutecznie medialnie, bo percepcja cen jest równie ważna, co same ceny – dodaje ekspert.

Analitycy podkreślają, że liczne akcje promocyjne mogły dodatkowo ograniczyć skalę wzrostu cen w marcu. Gdyby nie intensywne rabaty oferowane przez sieci handlowe, ogólny wskaźnik mógłby być wyższy. Według autorów raportu detaliczne sieci starały się utrzymać atrakcyjność cenową, aby nie zniechęcić klientów, zwiększając zarówno liczbę, jak i zakres promocji. W rezultacie ogólny poziom cen pozostał zbliżony do lutowego, a w przypadku żywności nawet nieco niższy.

Nie wszyscy eksperci dostrzegają jednak wyjątkowość tegorocznych promocji przedświątecznych. Marcin Luziński, ekonomista Santander Bank Polska, ocenia, że nie różniły się one znacząco od ofert z poprzednich lat. Jego zdaniem większe znaczenie ma obecna sytuacja na rynku hurtowym żywności. Niskie ceny surowców sprawiają, że sieci handlowe mają ograniczone możliwości podnoszenia cen i mierzą się z presją na marże. Ekonomista przewiduje także, że różnica między dynamiką cen w sklepach a inflacją konsumencką może się w najbliższym czasie zmniejszyć, m.in. z powodu wzrostu cen paliw wynikającego z napięć na Bliskim Wschodzie. – Obecnie mamy do czynienia z kruchym porozumieniem, które daje nadzieję na spadek cen ropy i paliw, ale ze względu na zniszczenia infrastruktury raczej nie wrócimy szybko do poziomów cen z lutego. Zawężenie różnicy między tymi dwoma wskaźnikami może zatem się utrzymywać. Myślę też, że ceny w sklepach, w tym samej żywności, mogą nieco odbić się w górę w najbliższym czasie, choć możliwe jest też, że impuls wzrostowy pojawi się dopiero za kilka miesięcy. Np. globalne ceny żywności, opisywane indeksem FAO, wyraźnie odbiły się już w marcu – o 2,5%, w tym najmocniej ceny cukru – o 7,2%, a także olejów – o 5,1%. Ten wzrost niedługo dotrze też do nas – ocenia Marcin Luziński.

Eksperci zwracają również uwagę, że ceny całego koszyka zakupowego rosną szybciej niż samej żywności. Dr Agnieszka Gawlik podkreśla, że największe podwyżki dotyczą kategorii innych niż produkty spożywcze, takich jak używki, słodycze czy chemia gospodarcza. Są one silnie powiązane z globalnymi rynkami surowców, poziomem akcyzy oraz kosztami produkcji. To właśnie te produkty w dużej mierze podnoszą ogólny wskaźnik wzrostu cen w sklepach. – Dlatego marcowy odczyt jest sygnałem uspokojenia, ale nie przesądza o dalszym spadku dynamiki cen. W kwietniu, po wygaśnięciu efektu świątecznych obniżek, presja cenowa może być bardziej widoczna, zwłaszcza w kategoriach innych niż żywność. Sama żywność ma większe szanse na stabilizację, bo rynek pozostaje bardzo konkurencyjny, a konsumenci są wyjątkowo wrażliwi na ceny – podsumowuje ekspertka.

fot. pixabay.com
oprac. /kp/

Podobne artykuły

Wyszukiwarka