System handlu emisjami CO₂ w Unii Europejskiej może w najbliższych latach przejść istotne zmiany. W Parlamencie Europejskim pojawiają się głosy popierające reformę systemu i przesunięcie w czasie wdrożenia jego rozszerzonej wersji, czyli EU Emissions Trading System 2. Jednocześnie część polityków postuluje całkowite odejście od tego mechanizmu.
EU Emissions Trading System funkcjonuje od 2005 r. i jest jednym z największych na świecie mechanizmów handlu emisjami gazów cieplarnianych. Opiera się na zasadzie „cap and trade”, która polega na ustaleniu limitu emisji dla objętych systemem instalacji i operatorów, a następnie umożliwia handel uprawnieniami do emisji w ramach tego limitu. Jak podkreśla europosłanka Elżbieta Łukacijewska z Koalicji Obywatelskiej, obecna sytuacja geopolityczna i gospodarcza wymaga ponownej analizy funkcjonowania systemu. – Mamy wojnę w Ukrainie, konflikt na Bliskim Wschodzie, są obawy o dostawy paliw. Mamy też konsumentów, którzy mają określoną odporność na ponoszenie pewnych kosztów i obciążeń. Patrząc na te wszystkie obszary, nasza delegacja, po głębokiej analizie, dyskusjach i naciskach, coraz bardziej przychyla się do tego, że przepisy ETS-u należy zweryfikować i urealnić, żeby nie zabijać europejskiej gospodarki, rynku pracy i konkurencyjności – podkreśla.
Według Elżbiety Łukacijewskiej w obecnych warunkach szczególnie ważne jest rozważenie przesunięcia w czasie wprowadzenia systemu ETS2. Podkreśla ona, że środki pochodzące z tego mechanizmu są przeznaczane także na działania modernizacyjne, takie jak renowacje budynków czy inwestycje ograniczające emisje, jednak konieczne jest zachowanie równowagi między polityką klimatyczną a realiami gospodarczymi.
Zdecydowanie bardziej krytyczne stanowisko wobec systemu prezentuje europosłanka Beata Szydło z Prawa i Sprawiedliwości. – ETS w moim przekonaniu jest błędem. Zmiany wprowadzone przez regulacje związane z Zielonym Ładem, ale głównie ETS, doprowadziły europejską gospodarkę do poważnych problemów. Dzisiaj słyszymy to również z ust przedstawicieli Komisji. Przewodnicząca Ursula von der Leyen w Parlamencie Europejskim w Strasburgu mówi o tym, że potrzebujemy ETS-u, ale musimy go zmodernizować. To oznacza, że dostrzeżone zostały problemy, które z tego wynikają – wskazuje.
Komisja Europejska podkreśla jednak, że system ETS pozostaje jednym z kluczowych narzędzi ograniczania emisji i zmniejszania zależności Unii od importu paliw kopalnych. Według danych Europejskiej Agencji Środowiska emisje z instalacji stacjonarnych objętych systemem w Europie spadły w latach 2005–2024 o 51%. Na podstawie deklaracji państw członkowskich agencja szacuje, że do 2030 r. spadek może wynieść 62% w scenariuszu uwzględniającym obecne działania i 66% w przypadku wprowadzenia dodatkowych środków. Zdaniem przewodniczącej Ursuli von der Leyen system powinien zostać utrzymany, choć wymaga modernizacji. Wśród rozważanych rozwiązań znajdują się m.in. aktualizacja poziomów odniesienia dla bezpłatnych przydziałów uprawnień, zwiększenie rezerwy stabilności rynku w celu ograniczenia wahań cen i zmiany dotyczące zasad przyznawania bezpłatnych uprawnień dla przemysłu po 2034 r. Planowane jest również wsparcie inwestycji w technologie niskoemisyjne poprzez nowy program inwestycyjny o wartości 30 mln euro finansowany ze sprzedaży części uprawnień do emisji.
Beata Szydło ocenia jednak, że sama modernizacja systemu nie rozwiąże problemów i konieczne jest poszukiwanie innych sposobów przeprowadzenia transformacji energetycznej. – Trzeba szukać nowych rozwiązań, które będą z jednej strony uwzględniały interesy wszystkich państw członkowskich, nie tylko niektórych, będą gwarantowały bezpieczeństwo Europie i gospodarce europejskiej. Z drugiej strony nie będą doprowadzały do coraz wyższych kosztów życia Europejczyków i będą odpowiadały na wyzwania, które w tej chwili stoją przed Europą i przed całym światem – podkreśla.
Propozycje zmian w systemie przedstawiło także Ministerstwo Klimatu i Środowiska. Resort zaproponował m.in. rezygnację z obowiązkowego wdrożenia ETS2 przed 2030 r. i zwiększenie liczby bezpłatnych uprawnień dla przemysłu, również dla sektorów objętych innymi mechanizmami ochronnymi, takimi jak Carbon Border Adjustment Mechanism. Polska postuluje również wzmocnienie zabezpieczeń systemu przed spekulacjami i ograniczenie kosztów ponoszonych przez przemysł obronny.
System ETS2 ma objąć emisje gazów cieplarnianych powstających w wyniku spalania paliw w budynkach, transporcie drogowym i części sektorów przemysłowych dotychczas nieobjętych systemem. Według Beaty Szydło jego wprowadzenie będzie miało bezpośredni wpływ na obywateli, ponieważ może wiązać się z dodatkowymi kosztami ogrzewania budynków, modernizacji domów czy użytkowania samochodów spalinowych. Nowe regulacje mogą również oddziaływać na funkcjonowanie samorządów, które zarządzają wieloma budynkami publicznymi.
Elżbieta Łukacijewska zwraca jednocześnie uwagę, że Unia Europejska odpowiada za nieco ponad 6% globalnych emisji. – Cała reszta świata w tym momencie niezbyt przejmuje się tym, że Europa chciałaby zmian, że chce być liderem w ograniczaniu emisji i przechodzeniu na zieloną energię. Potrzebny jest więc zdrowy rozsądek i myślę, że nim się kierujemy w naszej grupie. Czekamy, ale też naciskamy na Komisję, żeby wydała komunikat w sprawie ETS2 – podkreśla.
W lutym PE zdecydował o przesunięciu wejścia w życie systemu ETS2 z 2027 na 2028 r. Według europosłanki KO z perspektywy Polski kluczowe jest nie tylko dalsze odsunięcie w czasie nowych regulacji, ale także zmiana ich wymogów, ponieważ obecne cele mogą być trudne do osiągnięcia. – Nie zapominajmy, że zdrowe powietrze oznacza nasze dłuższe życie bez chorób. W Polsce w następstwie zanieczyszczonego powietrza umiera wiele osób, nie mówiąc o tym, ile choruje, ma różnego rodzaju powikłania i jakie to są koszty dla społeczeństwa. Zatem na pewno zmniejszenie poziomów do osiągnięcia w perspektywie długoterminowej, a w krótkoterminowej odsunięcie tego w czasie byłoby dobrym pierwszym krokiem – podsumowuje Elżbieta Łukacijewska.
fot. freepik.com
oprac. /kp/









